Mogłam się domyślić, że prędzej czy później wpakuje się w jakieś cholerne gówno. Impreza u Dasha była spełnieniem moich marzeń, jak widać nierealnych marzeń. Spojrzałam smutnym wzrokiem na przyjaciółki które nie tracąc ani chwili dłużej opuściły szybko sale za nim dopadł by ich wzrok bazyliszka.
Findman ponowiła patrolowanie swoim wzrokiem uczniów i starała się wyłowić takich którzy albo spali albo tak jak ja próbowali dać nogę. Kolejnym nietrafnym uciekinierem został Dave.
- Panie Franklin wiedze, że Panu także się dzisiaj spieszy. A więc zajmię Pan role Romea.
Zapraszam Tutaj do nas.
Mina Dave'a była dokładnie taka sama jak moja gdy zostałam przyłapana. Jak widać żadne z nas niespędzi tego wieczoru na popijawie u Dasha. Zostaliśmy wybrani spośród tłumu żeby robić z siebie błaznów, kiedy nasi przyjaciele będą się świetnie bawić.
"Czemu akurat ja?" zabrzmiał głos w mojej głowie, straciłam szanse na zbliżenie się do miłości mojego życia, może nie przejmowałabym się tym aż tak, kiedy zamiast Dave'a grał by Dash, ale dobre i to. Już wole za Romea jego niż okularnika z 3j który za każdym razem pcha się do jakieś głównej roli. Pani Findman zilustrowała nas lodowatym spojrzeniem, czy ta kobieta ma serce z lodu czy może z kamienia ?
- Dobrze, a więc główne role mamy obsadzone i udało nam się dość szybko to załatwić. - "udało nam się" to taki odpowiednik słowa "Dzięki Bogu sami daliście się wkopać, brawo". Dave spojrzał na mnie z miną która wołała "Trzeba się stąd wyrwać". Wtedy pomyślałam : Oj Chłopaku jaki Ty jesteś głupi i naiwny, jeśli już raz wpadasz w szpony bazyliszka to już się z nich nie uwolnisz nigdy. Tak więc stojąc na środku sali już całkiem zrezygnowana czekałam aż w końcu ta cała maskarada się skończy.
- Tutaj są wasze teksty. Za tydzień proszę je umieć na pamięć. - wręczyła nam plik kartek ze scenariuszem.
- Nie każdy się nudzi jak Pani..nie którym doskwiera brak życia towarzyskiego a tym bardziej osobistego i dlatego wyżywa się na Bogu winnych uczniach. - Powiedziałam cicho pod nosem stojąc koło mojego wybranego Romea.
- Czy chciałaby się czymś z nami podzielić Panno Collins czy mam rozumieć, że Pani zna już scenariusz na pamięć i mam to wyegzekwować ? - zsnunęła niżej okulary przyglądając mi się, a ja miałam wrażenie, że próbuje zamienić mnie w kamień dlatego też stałam nie ruchomo.
- Emm...koleżanka bardzo cieszy się z tej roli i chciała omówić swoje pomysły co do naszych postaci. - wtrącił Dave który postanowił uratować moją marną sytuacje.
- Widze, że lubi Pan odpowiadać nie pytany Panie Franklin, będziecie mieć sporo czasu na omówienia, a teraz Proszę o cisze. Trzeba wybrać osoby do pozostałych ról. - Skarciła nas swoim wrednym i jadliwym spojrzeniem po czym odwróciła się do tłumu uczniów próbując wyłowić kolejną ofiarę.
- Dzięki za uratowanie mi tyłka. - szepnęłam do niego szturchając go lekko łokciem.
- Nie ma sprawy, ale następnym razem ugryź się w język za nim coś powiesz chyba, że lubisz tarapaty, a na taką nie wyglądasz. - spojrzał na mnie z figlarnym uśmiechem.
- A na jaką wyglądam ? - zapytałam zaciekawiona, a tym czasem obserwując kolejnego straceńca, który podążał w naszym kierunku ze spuszczoną głową.
- Może kiedyś Ci powiem. - puścił mi oczko lekko wbijając swój łokieć w mój bok.
Przez kolejne półgodziny i później jeszcze kolejne półgodziny Pani od angielskiego znęcała się nad nami, a raczej nad kolejnymi osobami które wybierała do przedstawienia. Dziwnym trafem przeważnie były to osoby, które podpadły Pani Findman. Nagle na sali rozległ się huk, drzwi otwarły się na oścież a do auli weszła nasza "gwiazda"...tak, Missy Hanston. Ruszyła pewnym krokiem w stronę nauczycielki.
- Dzień dobry Pani profesor, ja się zgłaszam do roli Julii. - powiedziała trzepocząc swoimi rzęsami okropna lizuska.
- Przykro mi Panno Hanston, ale role Julii otrzymała już Panna Colins. - zmierzyła dziewczyne wzrokiem. Czekałam tylko na wybuch Missy, która już robiła się cała purpurowa.
- Jak to ona ją dostała ?! Przecież wszyscy w tej szkole wiedzą, że tylko ja mam prawo tutaj do głównych ról ! - wrzasneła jak nadąsane dziecko.
- Nie tym razem, została jeszcze rola Niani Julii którą właśnie Ty obejmiesz. - odpowiedziała ze stoickim spokojem w głosie.
- Będę jej usługiwać ? to są chyba jakieś żarty ! Zobaczy Pani ! powiem wszystko Ojcu i jutro skończy Pani na bruku ! - warknęła odwracając się na pięcie tym samym uderzając włosami kobiete w twarz.
- Prosze za tydzień wstawić się na próbę i nie chce żadnych wymówek. - nauczyciele ze względu na to kim był ojciec Missy starali się zachować spokój chociaż widziałam, że nie raz mieli ochote natłuc tej dziewczynie i wcale się nie dziwie. Wydawało jej sie, że może co chce. Chociaż role Julii chętnie bym jej oddała bez walki. Swoją drogą myśl o tym, że będzie moją służącą sprawia, że są jakieś plusy tego przedstawienia.
- Dobrze moi drodzy na dziś to wszystko, widzimy się za tydzień o tej samej porze. Przychodzą tylko aktorzy, reszcie w najbliższym czasie podziękuje ! Do widzenia.
Po tych słowach Pani Findman rozległy sie rozmowy, szury odsuwanych krzeseł oraz przepychanki w drzwiach. Zarzuciłam torbę na lewe ramię i ruszyłam do wyjścia, kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek, odwrociłam się gwałtownie.
- Jest dopiero 19 może wkręcimy się jeszcze na impreze do Dasha ?
Zapytał Dave patrząc na mnie.
- Jasne, czemu nie. - Udałam obojetny ton chociaż w środku skakałam z radości, że to zaproponował.
- Pojedziemy moim autem, stoi przed szkołą, Chodź. - Ruszył w stronę wyjścia, a ja za nim ciesząc się, że jednak Impreza u Dasha zostanie uratowana i, że mam jeszcze szanse zakręcić się wokół niego.
____________________________________________________________________
Witam was Kochani po długiej przerwie za którą was mocno przepraszam.
Nie miałam laptopa co wiąże się z tym, że nie miałam jak pisać.
Mam nadzieje, że będziecie znów czytać mojego bloga a ja postaram się was nie zawieźć.
Czekam na komentarze :)
Rebel :*