sobota, 21 listopada 2015

Zażenowanie vs. Popularność .

Przez cała drogę do Dasha, Dave nieustannie nawijał. Szczerze to go nawet nie słuchałam, potakiwałam głową uśmiechając się równocześnie co miało zabrzmieć " Tak, tak zgadzam się z Tobą, mów dalej", dobrze, że chociaż nie pytał mnie o to co mówił bo bym była w ciemnej.... wiadomo gdzie. Dlaczego nie słuchałam mojego szkolnego partnera ? Ponieważ moje myśli po raz kolejny tego dnia skupiły się na Dashu, moim idealnym Dashu Moranie. Ocknęłam się z moich marzeń gdy o mały włos nie walnęłam głową w przednią szybe ( i to dosłownie ).
- Co Ty do cholery robisz ?! chcesz nas zabić ?! Kto Ci dał prawo jazdy czubie ?! - wrzasnęłam na zdezorientowanego Dave'a, który najwyraźniej był zaskoczony moją reakcją.
- Jak byś nie pływała w obłokach to zauważyłabyś jak ten rowerzysta wjechał nam pod koła. - powiedział robiąc grymas na twarzy, a mi zrobiło się głupio, że oskarżyłam go bez podstawnie, a do tego właśnie dasz mi powiedział ( nie wprost ) : "Wiem, że mnie nie słuchasz i myślami jesteś gdzieś indziej". Zdecydowanie Dash działał na mnie piorunująco dziwnie, skoro zaczęło być to widać to było ze mną źle, bardzo źle.
- Tak po za tym nie wiem czy zauważyłaś ale jesteśmy już na miejscu. - wskazał palcem na dom przed nami. O mało oczy nie wyskoczyły mi z orbit. Dom był ogromny, powiedziałabym, że mieszka w niej prezydent, a nie chłopak ze zwykłej prowincji z liceum które nie cieszy się wysoką renomą.
Był cudowny, z każdej strony oświetlały go światła tak by było go widać przynajmniej z przeciągu dobrych paru kilometrów. Piął się ku górze jakby miał niezliczoną liczbę pięter i pomieszczeń, aż prosił się o to by zwiedzić go całego. Wyglądał na bardzo zadbany i zdecydowanie za drogi. Nie wiedziałam, że Dash jest tak dziany, może dlatego, że nigdy nie miałam okazji go tak na prawdę poznać. W tym momencie kiedy światła domu prawie mnie oślepiały poczułam się beznadziejnie, jeszcze chwile temu wyobrażałam sobie nas razem, ja i Dash, a teraz ? Dziewczyna mieszkająca w bogatej dzielnicy bo wujek załatwił jej dom, a rodzice ledwo zarabiają grosze. Zwykła szara myszka i chłopak który jest tak popularny a na dodatek jeszcze bogaty ? to nie mogło się udać, nie w tym życiu. Może gdybym była jak Jennifer Lopez albo Shakira to może wtedy miałabym szanse. Jestem zwykła Arianną Collins którą ciężko odnaleźć w tłumie, zwłaszcza popularnych dziewczyn takich jak Missy, która właśnie na moich oczach czule ściskała się z Dashem przy wejściu do jego posiadłości. Miałam ochotę uciec i zawrócić, wtedy pożałowałam bardzo, że zdecydowałam się na tą imprezę. Zdałam sobie sprawę jak wyglądam...szary rozciągnięty sweter, przetarte stare jeansy na kolanach i białe tenisówki które w tym momencie wyglądały na czarne, a właściwie na czarno-szaro-brązowe, Rudawe, potargane włosy. Poczułam wstyd i zażenowanie. Oparłam się bezwładnie o maskę auta Dave'a.
- Emm...Idziemy ? - zapytał patrząc na mnie, chyba nie mógł zrozumieć czemu nie garnę się na imprezę a w dodatku najlepszą imprezę.
- Wiesz,,,ja chyba... - Nawet nie zdążyłam dokończyć kiedy mój kolega pociągnął mnie za rękę w stronę domu.
- Nie marudź tylko chodź, jesteśmy już i tak spóźnieni dzięki Czarownicy.
- Bazyliszkowi bym  powiedziała. A skąd wiesz, że ja w ogóle jestem na tej całej liście zaproszonych ? Pewnie jakaś lista istnieje, nie ? - Spojrzałam na niego z pytająca miną.
- Lista zaproszonych u Dasha ? - parsknął śmiechem
Dziewczyno, jakby Dash miał robić listy zaproszonych to był ją pisał wieki, każdy ma wstęp oprócz paru osób. - Wzruszył ramionami, a my w tym czasie stanęliśmy przed drzwiami, Dave nacisnął dzwonek który rozbrzmiał tak głośno jak co najmniej alarm pożarowy. Stałam jak ta sierota, a serce waliło mi jak młot, bałam się, że zaraz zacznie je słychać albo w ogóle wyskoczy mi z piersi a ja polecę na marmurowy chodnik rozwalając sobie głowę, Czekając ściągałam rękawy mojego swetra tak, że jeszcze chwila, a rękawy będą sięgać mi aż do ziemi. Zobaczyłam jak światło z zewnątrz zaczyna oświetlać moją twarz i jak ujawnia się przede mną wnętrze posiadłości, zaraz później ujrzałam męską, dobrze zbudowaną sylwetkę i na końcu uśmiechniętego  Dasha.
- Siema stary ! ciesze się, że udało Ci się dotrzeć - przybili piątkę, a ja poczułam się jak niewidzialne dziwadło, nie wiedziałam czy odwrócić się na pięcie i iść czy pomachać z hasłem "Halo, ja też tu jestem ". W końcu poczułam jak jego wzrok ilustruje mnie całą, bałam się, że spale buraka i już w ogóle zrobię siarę.
- A Twoja koleżanka to kto ? - Spojrzał jeszcze raz na mnie przyglądając mi się z uwagą,
- Arianna Colins - Podałam mu dłoń którą zaraz uścisnął,
- Arianna ? - i wtedy pomyślałam : " Jest ! Kojarzy mnie ! a jednak mnie zauważył ! "
- Tak, chodzimy razem do szkoły, - Uśmiechnęłam się w miarę sympatycznie,
- Do prawdy ? Wiesz...jakoś Cię nie kojarze, a to dziwne bo raczej znam wszystkich w budzie, - Uśmiechnął się przepraszająco. Tak wszystkich, po za mną, dziwny zbieg okoliczności. Było trzeba powiedzieć : "Sorry, ale znam tylko bogate dzieciaki z dzianymi starymi jak moi" - warknęłam w myślach.
- No cóż...zdarza się. - Bąknęłam, uśmiechając się sztucznie,
- Wchodźcie, Zapraszam. Tam macie drinki. Bawcie się dobrze ! - Popchnął nas lekko w przód pokazując stoisko z drinkami po czym zniknął w tłumie bawiących się ludzi.
- Chyba powinnam stąd pójść. - powiedziałam rozglądając się i zauważając, że towarzystwo na prawdę nie pasuje do mnie, a od tego Dash dopiero dzisiaj dowiedział się o moim istnieniu, chciałam uniknąć kolejnych żenujących sytuacji.
- Daj spokój, dopiero co weszłaś. Masz napij się, to Ci pomoże. - Dave wcisnął mi w dłoń kubek z napojem alkoholowym który zasięgnął z tacy od laski która obok właśnie przechodziła.
- Na pewno...- westchnęłam.
Zaraz potem zobaczyłam moje przyjaciółki które świetnie się bawiły, jak tylko mnie zobaczyły zaraz do mnie dołączyły.
- A jednak jesteś ! - Przytuliła mnie uszczęśliwiona Rose.
- Przyprowadziłaś Dave'a ? Czekam na niego cały wieczór ! - Dodała.
- Tak, przyjechaliśmy razem. - powiedziałam obojętnie szukając wzrokiem Dasha.
- Jeśli szukasz Dasha to siedzi u góry z Missy - ostrzegła mnie ostrożnie Molly bojąc się mojej reakcji dlatego zrobiła krok w tył.
- Ta ohydna jędza próbuje go złapać w swoje okrutne sidła ZŁAAAA - dodała Cassie
- O ile już go nie złapała... - zauważyła Rose.
- Tak, dzięki, teraz czuje się już w ogóle świetnie, dzięki dziewczyny. - Powiedziałam ironicznie rzucając im wściekłe spojrzenie po czym pognałam przed siebie w tłum szukając schronienia. Za schronienie uznałam łazienkę na parterze pod schodami. "Oby była wolna" - powiedziałam w duchu naciskając klamkę, niestety, ale napotkałam parę gołąbków obciskających się.
- Sorry - uśmiechnęłam się lekko, zamknęłam szybko drzwi. Nagle z pod schodów usłyszałam śmiechy i rozmowy, tego śmiechu nie dało się rozpoznać - Missy...a jak Missy to i Dash, nie wiem czy chciałam wiedzieć co robią i nie wiem czy miałam ochotę to oglądać, ale nie dam się dzisiaj Missy, nie dam jej dzisiaj wygrać. Wzięłam głęboki oddech, mocno złapałam się poręczy i ruszyłam schodami na górę coraz wyraźniej słysząc jej śmiech, o mało nie zrobiło mi się nie dobrze. Drzwi do jednego z pokoi były uchylone, było widać stolik a na nim ustawioną jak trofeum rękawice do baseballu, domyśliłam się, że to pokój  Dasha. Nie chciałam tam zaglądać, szukałam tylko i wyłącznie łazienki, pokój Dasha wcale mnie nie obchodził, nic a nic. Ale wizja zaglądnięcia była mega kusząca, ale po co psuć sobie wieczór bardziej ? Miałam unikać żałosnych sytuacji dlatego z uniesioną głową przeszłam obok jego pokoju i gdy usłyszałam swoje imię. Cholera, akurat kiedy bardzo chce być niewidzialna to nie jestem. Przygryzłam dolną wargę i zrobiłam mały krok w tył.
Spojrzałam w kierunku pokoju chociaż bardzo chciałam zrobić to z zamkniętymi oczami.
Dash siedział na łóżku, myślałam, że zaraz zobaczę półnagą Missy, ale nic z tych rzeczy bo jej nawet tam nie było. Przysięgam, że słyszałam jej wyraźny śmiech, piskliwy i irytujący. Może wyobraźnia mi spłatała figla albo może ona się gdzieś tu czai ? wyskoczy z ciemności. Jakieś ukryte kamery ? Mamy Cię? . Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą,
- Pozwól tutaj na chwile. - Jego aksamitny męski głos załaskotał mnie w ucho. Ostrożnie jak niesiona na chmurze miłości weszłam do pokoju.
- Siadaj. - poklepał miejsce obok siebie na łóżku, a ja dyskretnie rozglądałam się czy nie ma ukrytych kamer albo Missy która chichota gdzieś pod łóżkiem. Usiadłam ostrożnie patrząc na niego.
- Jak to możliwe, że Cię nie kojarzę ? Znam wszystkich.
- Nawet najlepszym się zdarza - Uśmiechnęłam się lekko spinając wszystkie mięśnie w ciele.
Widze, że bardzo przeżywa to, że pominął kogoś na liście osób które powinny go wielbić chociaż i tak to robiłam.
- Tak to prawda, ale nie kojarzyć tak cudownej twarzy o tak pięknych oczach ? - Dłonią lekko podniósł mój podbródek. Zarumieniłam się, nie wiedziałam, że mu się podobam, przynajmniej tak to brzmiało.
- Daj spokój, nie jest tak cudowna. - Uśmiechnęłam się zawstydzona unikając jego wzroku.
- Mówię prawdę, z ręką na sercu - Położył swoją dłoń na swoim umięśnionym torsie.
- Niech Ci będzie. - Nerwowo zaczęłam bawić się rękami.
- Cieszę się, że przyszłaś bo dzięki temu mogłem Cię poznać i obiecuje, że od teraz będę Cię zauważać na korytarzu. - Uśmiechnął się ujawniając swoje zęby w uśmiechu.
- Chyba, że do tego czasu o mnie zapomnisz. - Westchnęłam lekko
- Nigdy, teraz twoja twarz będzie śniła mi się po nocach - opuszkiem palca delikatnie przejechał po moim policzku.
- Chciałabyś się może rozluźnić i dobrze dzisiaj bawić ? - spojrzał głęboko w moje oczy po czym z kieszeni spodni wyciągnął mały woreczek z białym proszkiem. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć czym jest biały proszek, zwłaszcza na imprezie nastolatków.
Spojrzałam na niego niepewnie, nigdy nic nie brałam.
- Jeśli Ty weźmiesz ja też wezmę. - Spojrzał na mnie po czym na stoliku obok zaczął przygotowywać kreski.
- No to jak ? - wskazał na stolik.
Pokiwałam głową, po czym uklęknęłam przy stoliku, nachyliłam się przed biała kreską po czym wciągnęłam ją nosem, oczy zaczęły mi lekko łzawić, a nos mnie lekko palił, potem widziałam jak Dash wciąga...a  później ? później było więcej i więcej...i kresek a także nawet alkoholu.