sobota, 21 listopada 2015

Zażenowanie vs. Popularność .

Przez cała drogę do Dasha, Dave nieustannie nawijał. Szczerze to go nawet nie słuchałam, potakiwałam głową uśmiechając się równocześnie co miało zabrzmieć " Tak, tak zgadzam się z Tobą, mów dalej", dobrze, że chociaż nie pytał mnie o to co mówił bo bym była w ciemnej.... wiadomo gdzie. Dlaczego nie słuchałam mojego szkolnego partnera ? Ponieważ moje myśli po raz kolejny tego dnia skupiły się na Dashu, moim idealnym Dashu Moranie. Ocknęłam się z moich marzeń gdy o mały włos nie walnęłam głową w przednią szybe ( i to dosłownie ).
- Co Ty do cholery robisz ?! chcesz nas zabić ?! Kto Ci dał prawo jazdy czubie ?! - wrzasnęłam na zdezorientowanego Dave'a, który najwyraźniej był zaskoczony moją reakcją.
- Jak byś nie pływała w obłokach to zauważyłabyś jak ten rowerzysta wjechał nam pod koła. - powiedział robiąc grymas na twarzy, a mi zrobiło się głupio, że oskarżyłam go bez podstawnie, a do tego właśnie dasz mi powiedział ( nie wprost ) : "Wiem, że mnie nie słuchasz i myślami jesteś gdzieś indziej". Zdecydowanie Dash działał na mnie piorunująco dziwnie, skoro zaczęło być to widać to było ze mną źle, bardzo źle.
- Tak po za tym nie wiem czy zauważyłaś ale jesteśmy już na miejscu. - wskazał palcem na dom przed nami. O mało oczy nie wyskoczyły mi z orbit. Dom był ogromny, powiedziałabym, że mieszka w niej prezydent, a nie chłopak ze zwykłej prowincji z liceum które nie cieszy się wysoką renomą.
Był cudowny, z każdej strony oświetlały go światła tak by było go widać przynajmniej z przeciągu dobrych paru kilometrów. Piął się ku górze jakby miał niezliczoną liczbę pięter i pomieszczeń, aż prosił się o to by zwiedzić go całego. Wyglądał na bardzo zadbany i zdecydowanie za drogi. Nie wiedziałam, że Dash jest tak dziany, może dlatego, że nigdy nie miałam okazji go tak na prawdę poznać. W tym momencie kiedy światła domu prawie mnie oślepiały poczułam się beznadziejnie, jeszcze chwile temu wyobrażałam sobie nas razem, ja i Dash, a teraz ? Dziewczyna mieszkająca w bogatej dzielnicy bo wujek załatwił jej dom, a rodzice ledwo zarabiają grosze. Zwykła szara myszka i chłopak który jest tak popularny a na dodatek jeszcze bogaty ? to nie mogło się udać, nie w tym życiu. Może gdybym była jak Jennifer Lopez albo Shakira to może wtedy miałabym szanse. Jestem zwykła Arianną Collins którą ciężko odnaleźć w tłumie, zwłaszcza popularnych dziewczyn takich jak Missy, która właśnie na moich oczach czule ściskała się z Dashem przy wejściu do jego posiadłości. Miałam ochotę uciec i zawrócić, wtedy pożałowałam bardzo, że zdecydowałam się na tą imprezę. Zdałam sobie sprawę jak wyglądam...szary rozciągnięty sweter, przetarte stare jeansy na kolanach i białe tenisówki które w tym momencie wyglądały na czarne, a właściwie na czarno-szaro-brązowe, Rudawe, potargane włosy. Poczułam wstyd i zażenowanie. Oparłam się bezwładnie o maskę auta Dave'a.
- Emm...Idziemy ? - zapytał patrząc na mnie, chyba nie mógł zrozumieć czemu nie garnę się na imprezę a w dodatku najlepszą imprezę.
- Wiesz,,,ja chyba... - Nawet nie zdążyłam dokończyć kiedy mój kolega pociągnął mnie za rękę w stronę domu.
- Nie marudź tylko chodź, jesteśmy już i tak spóźnieni dzięki Czarownicy.
- Bazyliszkowi bym  powiedziała. A skąd wiesz, że ja w ogóle jestem na tej całej liście zaproszonych ? Pewnie jakaś lista istnieje, nie ? - Spojrzałam na niego z pytająca miną.
- Lista zaproszonych u Dasha ? - parsknął śmiechem
Dziewczyno, jakby Dash miał robić listy zaproszonych to był ją pisał wieki, każdy ma wstęp oprócz paru osób. - Wzruszył ramionami, a my w tym czasie stanęliśmy przed drzwiami, Dave nacisnął dzwonek który rozbrzmiał tak głośno jak co najmniej alarm pożarowy. Stałam jak ta sierota, a serce waliło mi jak młot, bałam się, że zaraz zacznie je słychać albo w ogóle wyskoczy mi z piersi a ja polecę na marmurowy chodnik rozwalając sobie głowę, Czekając ściągałam rękawy mojego swetra tak, że jeszcze chwila, a rękawy będą sięgać mi aż do ziemi. Zobaczyłam jak światło z zewnątrz zaczyna oświetlać moją twarz i jak ujawnia się przede mną wnętrze posiadłości, zaraz później ujrzałam męską, dobrze zbudowaną sylwetkę i na końcu uśmiechniętego  Dasha.
- Siema stary ! ciesze się, że udało Ci się dotrzeć - przybili piątkę, a ja poczułam się jak niewidzialne dziwadło, nie wiedziałam czy odwrócić się na pięcie i iść czy pomachać z hasłem "Halo, ja też tu jestem ". W końcu poczułam jak jego wzrok ilustruje mnie całą, bałam się, że spale buraka i już w ogóle zrobię siarę.
- A Twoja koleżanka to kto ? - Spojrzał jeszcze raz na mnie przyglądając mi się z uwagą,
- Arianna Colins - Podałam mu dłoń którą zaraz uścisnął,
- Arianna ? - i wtedy pomyślałam : " Jest ! Kojarzy mnie ! a jednak mnie zauważył ! "
- Tak, chodzimy razem do szkoły, - Uśmiechnęłam się w miarę sympatycznie,
- Do prawdy ? Wiesz...jakoś Cię nie kojarze, a to dziwne bo raczej znam wszystkich w budzie, - Uśmiechnął się przepraszająco. Tak wszystkich, po za mną, dziwny zbieg okoliczności. Było trzeba powiedzieć : "Sorry, ale znam tylko bogate dzieciaki z dzianymi starymi jak moi" - warknęłam w myślach.
- No cóż...zdarza się. - Bąknęłam, uśmiechając się sztucznie,
- Wchodźcie, Zapraszam. Tam macie drinki. Bawcie się dobrze ! - Popchnął nas lekko w przód pokazując stoisko z drinkami po czym zniknął w tłumie bawiących się ludzi.
- Chyba powinnam stąd pójść. - powiedziałam rozglądając się i zauważając, że towarzystwo na prawdę nie pasuje do mnie, a od tego Dash dopiero dzisiaj dowiedział się o moim istnieniu, chciałam uniknąć kolejnych żenujących sytuacji.
- Daj spokój, dopiero co weszłaś. Masz napij się, to Ci pomoże. - Dave wcisnął mi w dłoń kubek z napojem alkoholowym który zasięgnął z tacy od laski która obok właśnie przechodziła.
- Na pewno...- westchnęłam.
Zaraz potem zobaczyłam moje przyjaciółki które świetnie się bawiły, jak tylko mnie zobaczyły zaraz do mnie dołączyły.
- A jednak jesteś ! - Przytuliła mnie uszczęśliwiona Rose.
- Przyprowadziłaś Dave'a ? Czekam na niego cały wieczór ! - Dodała.
- Tak, przyjechaliśmy razem. - powiedziałam obojętnie szukając wzrokiem Dasha.
- Jeśli szukasz Dasha to siedzi u góry z Missy - ostrzegła mnie ostrożnie Molly bojąc się mojej reakcji dlatego zrobiła krok w tył.
- Ta ohydna jędza próbuje go złapać w swoje okrutne sidła ZŁAAAA - dodała Cassie
- O ile już go nie złapała... - zauważyła Rose.
- Tak, dzięki, teraz czuje się już w ogóle świetnie, dzięki dziewczyny. - Powiedziałam ironicznie rzucając im wściekłe spojrzenie po czym pognałam przed siebie w tłum szukając schronienia. Za schronienie uznałam łazienkę na parterze pod schodami. "Oby była wolna" - powiedziałam w duchu naciskając klamkę, niestety, ale napotkałam parę gołąbków obciskających się.
- Sorry - uśmiechnęłam się lekko, zamknęłam szybko drzwi. Nagle z pod schodów usłyszałam śmiechy i rozmowy, tego śmiechu nie dało się rozpoznać - Missy...a jak Missy to i Dash, nie wiem czy chciałam wiedzieć co robią i nie wiem czy miałam ochotę to oglądać, ale nie dam się dzisiaj Missy, nie dam jej dzisiaj wygrać. Wzięłam głęboki oddech, mocno złapałam się poręczy i ruszyłam schodami na górę coraz wyraźniej słysząc jej śmiech, o mało nie zrobiło mi się nie dobrze. Drzwi do jednego z pokoi były uchylone, było widać stolik a na nim ustawioną jak trofeum rękawice do baseballu, domyśliłam się, że to pokój  Dasha. Nie chciałam tam zaglądać, szukałam tylko i wyłącznie łazienki, pokój Dasha wcale mnie nie obchodził, nic a nic. Ale wizja zaglądnięcia była mega kusząca, ale po co psuć sobie wieczór bardziej ? Miałam unikać żałosnych sytuacji dlatego z uniesioną głową przeszłam obok jego pokoju i gdy usłyszałam swoje imię. Cholera, akurat kiedy bardzo chce być niewidzialna to nie jestem. Przygryzłam dolną wargę i zrobiłam mały krok w tył.
Spojrzałam w kierunku pokoju chociaż bardzo chciałam zrobić to z zamkniętymi oczami.
Dash siedział na łóżku, myślałam, że zaraz zobaczę półnagą Missy, ale nic z tych rzeczy bo jej nawet tam nie było. Przysięgam, że słyszałam jej wyraźny śmiech, piskliwy i irytujący. Może wyobraźnia mi spłatała figla albo może ona się gdzieś tu czai ? wyskoczy z ciemności. Jakieś ukryte kamery ? Mamy Cię? . Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą,
- Pozwól tutaj na chwile. - Jego aksamitny męski głos załaskotał mnie w ucho. Ostrożnie jak niesiona na chmurze miłości weszłam do pokoju.
- Siadaj. - poklepał miejsce obok siebie na łóżku, a ja dyskretnie rozglądałam się czy nie ma ukrytych kamer albo Missy która chichota gdzieś pod łóżkiem. Usiadłam ostrożnie patrząc na niego.
- Jak to możliwe, że Cię nie kojarzę ? Znam wszystkich.
- Nawet najlepszym się zdarza - Uśmiechnęłam się lekko spinając wszystkie mięśnie w ciele.
Widze, że bardzo przeżywa to, że pominął kogoś na liście osób które powinny go wielbić chociaż i tak to robiłam.
- Tak to prawda, ale nie kojarzyć tak cudownej twarzy o tak pięknych oczach ? - Dłonią lekko podniósł mój podbródek. Zarumieniłam się, nie wiedziałam, że mu się podobam, przynajmniej tak to brzmiało.
- Daj spokój, nie jest tak cudowna. - Uśmiechnęłam się zawstydzona unikając jego wzroku.
- Mówię prawdę, z ręką na sercu - Położył swoją dłoń na swoim umięśnionym torsie.
- Niech Ci będzie. - Nerwowo zaczęłam bawić się rękami.
- Cieszę się, że przyszłaś bo dzięki temu mogłem Cię poznać i obiecuje, że od teraz będę Cię zauważać na korytarzu. - Uśmiechnął się ujawniając swoje zęby w uśmiechu.
- Chyba, że do tego czasu o mnie zapomnisz. - Westchnęłam lekko
- Nigdy, teraz twoja twarz będzie śniła mi się po nocach - opuszkiem palca delikatnie przejechał po moim policzku.
- Chciałabyś się może rozluźnić i dobrze dzisiaj bawić ? - spojrzał głęboko w moje oczy po czym z kieszeni spodni wyciągnął mały woreczek z białym proszkiem. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć czym jest biały proszek, zwłaszcza na imprezie nastolatków.
Spojrzałam na niego niepewnie, nigdy nic nie brałam.
- Jeśli Ty weźmiesz ja też wezmę. - Spojrzał na mnie po czym na stoliku obok zaczął przygotowywać kreski.
- No to jak ? - wskazał na stolik.
Pokiwałam głową, po czym uklęknęłam przy stoliku, nachyliłam się przed biała kreską po czym wciągnęłam ją nosem, oczy zaczęły mi lekko łzawić, a nos mnie lekko palił, potem widziałam jak Dash wciąga...a  później ? później było więcej i więcej...i kresek a także nawet alkoholu.

środa, 21 października 2015

"Julia" w tarapatach.

Mogłam się domyślić, że prędzej czy później wpakuje się w jakieś cholerne gówno. Impreza u Dasha była spełnieniem moich marzeń, jak widać nierealnych marzeń. Spojrzałam smutnym wzrokiem na przyjaciółki które nie tracąc ani chwili dłużej opuściły szybko sale za nim dopadł by ich wzrok bazyliszka.
Findman ponowiła patrolowanie swoim wzrokiem uczniów i starała się wyłowić takich którzy albo spali albo tak jak ja próbowali dać nogę. Kolejnym nietrafnym uciekinierem został Dave.
- Panie Franklin wiedze, że Panu także się dzisiaj spieszy. A więc zajmię Pan role Romea.
Zapraszam Tutaj do nas.
Mina Dave'a była dokładnie taka sama jak moja gdy zostałam przyłapana. Jak widać żadne z nas niespędzi tego wieczoru na popijawie u Dasha. Zostaliśmy wybrani spośród tłumu żeby robić z siebie błaznów, kiedy nasi przyjaciele będą się świetnie bawić.
"Czemu akurat ja?" zabrzmiał głos w mojej głowie, straciłam szanse na zbliżenie się do miłości mojego życia, może nie przejmowałabym się tym aż tak, kiedy zamiast Dave'a grał by Dash, ale dobre i to. Już wole za Romea jego niż okularnika z 3j który za każdym razem pcha się do jakieś głównej roli. Pani Findman zilustrowała nas lodowatym spojrzeniem, czy ta kobieta ma serce z lodu czy może z kamienia ?
- Dobrze, a więc główne role mamy obsadzone i udało nam się dość szybko to załatwić. - "udało nam się" to taki odpowiednik słowa "Dzięki Bogu sami daliście się wkopać, brawo". Dave spojrzał na mnie z miną która wołała "Trzeba się stąd wyrwać". Wtedy pomyślałam : Oj Chłopaku jaki Ty jesteś głupi i naiwny, jeśli już raz wpadasz w szpony bazyliszka to już się z nich nie uwolnisz nigdy. Tak więc stojąc na środku sali już całkiem zrezygnowana czekałam aż w końcu ta cała maskarada się skończy.
- Tutaj są wasze teksty. Za tydzień proszę je umieć na pamięć. - wręczyła nam plik kartek ze scenariuszem.
- Nie każdy się nudzi jak Pani..nie którym doskwiera brak życia towarzyskiego a tym bardziej osobistego i dlatego wyżywa się na Bogu winnych uczniach. - Powiedziałam cicho pod nosem stojąc koło mojego wybranego Romea.
- Czy chciałaby się czymś z nami  podzielić Panno Collins czy mam rozumieć, że Pani zna już scenariusz na pamięć i mam to wyegzekwować ? - zsnunęła niżej okulary przyglądając mi się, a ja miałam wrażenie, że próbuje zamienić mnie w kamień dlatego też stałam nie ruchomo.
- Emm...koleżanka bardzo cieszy się z tej roli i chciała omówić swoje pomysły co do naszych postaci. - wtrącił Dave który postanowił uratować moją marną sytuacje.
- Widze, że lubi Pan odpowiadać nie pytany Panie Franklin, będziecie mieć sporo czasu na omówienia, a teraz Proszę o cisze. Trzeba wybrać osoby do pozostałych ról. - Skarciła nas swoim wrednym i jadliwym spojrzeniem po czym odwróciła się do tłumu uczniów próbując wyłowić kolejną ofiarę.
- Dzięki za uratowanie mi tyłka. - szepnęłam do niego szturchając go lekko łokciem.
- Nie ma sprawy, ale następnym razem ugryź się w język za nim coś powiesz chyba, że lubisz tarapaty, a na taką nie wyglądasz. - spojrzał na mnie z figlarnym uśmiechem.
- A na jaką wyglądam ? - zapytałam zaciekawiona, a tym czasem obserwując kolejnego straceńca, który podążał w naszym kierunku ze spuszczoną głową.
- Może kiedyś Ci powiem. - puścił mi oczko lekko wbijając swój łokieć w mój bok.
Przez kolejne półgodziny i później jeszcze kolejne półgodziny Pani od angielskiego znęcała się nad nami, a raczej nad kolejnymi osobami które wybierała do przedstawienia. Dziwnym trafem przeważnie były to osoby, które podpadły Pani Findman. Nagle na sali rozległ się huk, drzwi otwarły się na oścież a do auli weszła nasza "gwiazda"...tak, Missy Hanston. Ruszyła pewnym krokiem w stronę nauczycielki.
- Dzień dobry Pani profesor, ja się zgłaszam do roli Julii. - powiedziała trzepocząc swoimi rzęsami okropna lizuska.
- Przykro mi Panno Hanston, ale role Julii otrzymała już Panna Colins. - zmierzyła dziewczyne wzrokiem. Czekałam tylko na wybuch Missy, która już robiła się cała purpurowa.
- Jak to ona ją dostała ?! Przecież wszyscy w tej szkole wiedzą, że tylko ja mam prawo tutaj do głównych ról ! - wrzasneła jak nadąsane dziecko.
- Nie tym razem, została jeszcze rola Niani Julii którą właśnie Ty obejmiesz. - odpowiedziała ze stoickim spokojem w głosie.
- Będę jej usługiwać ? to są chyba jakieś żarty ! Zobaczy Pani ! powiem wszystko Ojcu i jutro skończy Pani na bruku ! - warknęła odwracając się na pięcie tym samym uderzając włosami kobiete w twarz.
- Prosze za tydzień wstawić się na próbę i nie chce żadnych wymówek. - nauczyciele ze względu na to kim był ojciec Missy starali się zachować spokój chociaż widziałam, że nie raz mieli ochote natłuc tej dziewczynie i wcale się nie dziwie. Wydawało jej sie, że może co chce. Chociaż role Julii chętnie bym jej oddała bez walki. Swoją drogą myśl o tym, że będzie moją służącą sprawia, że są jakieś plusy tego przedstawienia.
- Dobrze moi drodzy na dziś to wszystko, widzimy się za tydzień o tej samej porze. Przychodzą tylko aktorzy, reszcie w najbliższym czasie podziękuje ! Do widzenia.
Po tych słowach Pani Findman rozległy sie rozmowy, szury odsuwanych krzeseł oraz przepychanki w drzwiach. Zarzuciłam torbę na lewe ramię i ruszyłam do wyjścia, kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek, odwrociłam się gwałtownie. 
- Jest dopiero 19 może wkręcimy się jeszcze na impreze do Dasha ?
Zapytał Dave patrząc na mnie.
- Jasne, czemu nie. - Udałam obojetny ton chociaż w środku skakałam z radości, że to zaproponował.
- Pojedziemy moim autem, stoi przed szkołą, Chodź. - Ruszył w stronę wyjścia, a ja za nim ciesząc się, że jednak Impreza u Dasha zostanie uratowana i, że mam jeszcze szanse zakręcić się wokół niego.

____________________________________________________________________

Witam was Kochani po długiej przerwie za którą was mocno przepraszam.
Nie miałam laptopa co wiąże się z tym, że nie miałam jak pisać.
Mam nadzieje, że będziecie znów czytać mojego bloga a ja postaram się was nie zawieźć.
Czekam na komentarze :)
Rebel :*

czwartek, 21 maja 2015

3. Impreza u Dash'a

Przez 45 minut Pan Manam nieustannie katował mnie przy tablicy czasem mam wrażenie, że to bardziej jego hobby niż praca. Oczywiście dostałam pałę i zagroził, że jeszcze jeden taki wybryk, a spotkamy się w sierpniu. Nienawidziłam tego starego łysola, uwziął się na mnie, to było mocno nie fair. Wkurzona opuściłam sale, miał szczęście, że nie stał mi teraz na drodze bo zmiotłabym go samym  spojrzeniem. Żeby tego było mało na końcu dodał "Będę musiał wezwać twoich rodziców".
Niech się pieprzy. Zaraz na korytarzu podbiegły do mnie dziewczyny.
- Mówiłam Ci Ari żebyś się nie spóźniła - upomniała mnie Cassie.
- Yh...to przez tego nowego ! - warknęłam.
Dziewczyny stanęły osłupione, a ja dopiero po chwili zorientowałam się, że nie ma ich obok i odwróciłam się do nich.
- Mówisz o Dave'ie ? - zapytała z niedowierzaniem Molly.
- No a o kim ?! - byłam ciągle wkurzona przez Manama dlatego wyżywałam się teraz na każdym.
- Ty z nim ? jak to ?! - przed moimi oczami ukazała się rozdziawiona buzia Rose.
- O jeju po prostu zagadał mnie przy szafkach, potem byliśmy razem w bibliotece, a na końcu zaproponował mi korki z matmy, Nic nadzwyczajnego. - wzruszyłam ramionami i ruszyłam dalej.
- Ja na twoim miejscu też bym się spóźniła na matmę - powiedziała Rose której oczy wyglądały na totalnie rozmarzone.
- Tylko, że Ty prymusko masz 6 ! a mi grozi 1 ! - spojrzałam na nią gniewnie.
- Ale wiesz, teraz kiedy Dave da Ci korki masz też szanse na 6 - stwierdziła Molly.
Tylko Emily obok nas szła nie wzruszona.
- Dajcie już z nim spokój. Gadacie jak nakręcone. - wywróciłam oczami, kiedy zauważyłyśmy tłum dziewczyn stojących przy ścianie i prowadzących głośne rozmowy. Cassie zaraz ruszyła i rozepchnęła dziewczyny na boki, wtedy wszystkie podeszłyśmy za nią. Na ścianie wisiał plakat z taką treścią :

" Dziś o godzinie 16:30 na kole teatralnym odbędzie się casting do sztuki :

                                     " ROMEO I JULIA"

Wszyscy mają być O B O W I Ą Z K O W O !! - Pani Findman "

W naszym liceum kółko teatralne było obowiązkowe dla wszystkich uczniów, ponieważ wcześniej każdy uczeń musiał mieć jedno zajęcie dodatkowe poza lekcjami w naszej szkole, ale, że większość z tych osób to olała, albo zapisywała się i nie przychodziła to dyrektor zarządził żeby utworzyć jedne zajęcia które będą obowiązkowe dla każdego. Tak więc Pani Findman ( nauczycielka angielskiego )
wpadła na pomysł durnego kółka teatralnego. Po przeczytaniu plakatu wszystkie jęknęłyśmy.

- Planowałam dzisiaj urwać się z Roey'em na imprezę do Dash'a ( chłopak za którym szalałam ) i właśnie miałam was zabrać. - Molly zrobiła skwaszoną minę.
Kiedy usłyszałam, że impreza miała być u Dash'a żałowałam, że nie mogę zabić Pani Findman albo spowodować odwołanie zajęć.
- No to świetnie. Pani Findman zawszę wie jak zniszczyć mi życie - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Nie martw się Ari to tylko impreza u Dasha może będziemy mieć szanse wpaść na imprezę do Dave'a bo kiedyś się już przyjaźnicie... - zaczęła Rose, gdy jej przerwałam.
- nie przyjaźnimy się !!!!! dotarło ?! - wrzasnęłam i pognałam przed siebie.
- Rose, musiałaś ją drażnić...wiesz jaki ma stosunek do Dasha - upomniała Rose Cassie.
- Ojeju ciągle ten Dash i Dash kiedy Dave jest lepszy.. - potrząsnęła głową Rose i jej loczki zaczęły śmiesznie podskakiwać.
Odłożyłam książki do szafki i wzięłam torbę. Spojrzałam na zegarek, na stołówce miał właśnie zaraz zacząć się lunch. Wchodząc do stołówki zauważyłam Dave'a przy środkowym stoliku, który jak tylko mnie zobaczył to zaczął mi machać. Kiwnęłam do niego głową i przysiadłam się na przeciwko.
- Hej - powiedziałam z uśmiechem, kiedy za jego plecami zauważyłam przechadzającego się Dasha. Wlepiłam w niego wzrok, nie mogłam oderwać od niego oczu.
- Hej Arianna. Gotowa na pierwszą lekcję ? - zapytał lecz zdało się, że w ogóle go nie słyszałam.
Dasz właśnie przemierzał stołówkę w towarzystwie swoich dwóch kumpli Joeya i Marcusa.
Jego jasno brązowa czupryna powiewała, szedł pewnym krokiem, czuł się jak znana gwiazda która przechodzi przez tłum reporterów. Miał taką lekkość w chodzie. Jego uśmiech odkrywał jego śnieżnobiałe zęby. Był cudowny. Kiedy pomyślałam, że koło teatralne odebrało mi możliwość zbliżenia się do niego to cała się gotowałam. Dash - gwiazda futbolu. Nie raz próbowałam dostać się do drużyny cheerleaderek żeby mu kibicować podczas meczu, ale usłyszałam " Sorry, Colins twoje umiejętności są za niskie byś mogła być jedną z nas" po tym odpuściłam, każda szansa zbliżenia się do niego ponosiła porażkę. Był dla mnie niedostępny. W końcu zauważyłam, że Dave macha mi dłonią przed nosem.
- Przepraszam zamyśliłam się.
- Dobrze się czujesz ? - zapytał zmartwiony.
- Tak, tak. Możemy zaczynać. - poprawiłam kosmyk który opadał mi na twarz.
- Od jakiego tematu chciałabyś zacząć ? - Dave popchnął podręcznik w moim kierunku.
- Stereometria - powiedziałam krótko, kiedy do naszego stolika podszedł Dash w towarzystwie kumpli, nie wierzyłam, że stoi tak blisko mnie,
- Siema stary ! - krzyknął do Dave'a i zaraz przybili sobie piątkę.
- Miło Cię tu widzieć - klepnął go lekko w plecy.
- Słyszałem, że dzisiaj z imprezą nici. - skrzywił się Dave.
- No co Ty... nie odwołałbym imprezy z powodu jakiegoś głupiego kółka, daj spokój. Zbiorę najlepszą ekipę i wymkniemy się cichaczem, oczywiście jesteś zaproszony. - wytłumaczył Dash, już marzyłam i widziałam tą scenę kiedy Dash mówi : " Ciebie tez oczywiście zapraszam Arianna"
- Dobrze kombinujesz
- To widzimy się po 7 lekcji pod wyjściem. - przybili znów piątkę, a Dash zniknął. Razem z nim moje marzenia o imprezie.
Ale miałam pomysł kto załatwi mi przepustkę.
- Wybacz Dave, ale muszę coś załatwić. - wstałam od stołu zanim zdążył coś powiedzieć.
Pognałam szybko szukając Molly, w końcu znalazłam ją przy bibliotece.
- Jak korki ? - zapytała ciekawa.
- Nie istotne. Musisz mi pomóc. - spojrzałam na nią błagalnym spojrzeniem.
- Tak ?
- Słyszałam jak Dash powiedział Dave'owi, że impreza się odbędzie, ale zbierze tylko nieliczną ekipę. Mogłabyś mnie wkręcić ? PROSZĘ ! - Patrzyłam na nią nie mal jak kot ze Shreka.
- Okej zobaczę co da się zrobić i dam Ci znać. - rzuciłam się na nią mocno ją tuląc.
Przed nami były jeszcze 3 lekcję. Na każdej myślałam tylko o tym, że jak dobrze pójdzie to spędzę tą imprezę w towarzystwie obiektu moich westchnień. Nie mogłam się doczekać.
Kiedy lekcję się skończyły wszyscy z niezadowolonymi minami poszliśmy na koło teatralne.
Ja, Emily, Cassie, Molly i Rose usiadłyśmy na samych tyłach. Okazało się, że Roey załatwił nam wejście na imprezę do Dasha. Zgodził się żebyśmy przyszły. Czułam się fantastycznie czekałam tylko żeby opuścić tę szkołę. Chwile później Molly dostała smsa od swojego chłopaka, że czekają przy tylnim wejściu. Zaczęłyśmy po cichu skradać się do drzwi, kiedy usłyszałam :
- Panno Colins, a Pani gdzie się wybiera ? - odwróciłam się czując na sobie wzrok Findman
" Szlak ! " - zaklnęłam w myślach.
Spojrzałam na nią ze sztucznym uśmiechem.
- Zapraszam do przodu, mam dla Ciebie pierwszoplanową role - Julię - uśmiechnęła się złośliwie patrząc spod okularów.
Przeszłam do przodu przez pełną sale czując jak robię się czerwona na twarzy,

poniedziałek, 18 maja 2015

2. Kawałek Mojego życia.

Pewnie na początku uznacie, że moje historia jest banalna i nudna, ale uwierzcie każda niesamowita historia się tak zapowiada. Wiem to bo przeczytałam mnóstwo książek i powiem wam, że KAŻDA zaczynała się prawie tak samo, ale za to różnie się kończyła, tak, że nie domyśliłabym się w życiu takiego zakończenia. Dość o tym. Pozwólcie, że nieco przedstawię wam moja osobę. Nazywam się Arianna Colins, nie przez przypadek w moim imieniu pojawiły się dwa "n" które pewnie dla was są błędem ortograficznym, otóż z tego co moi rodzice próbowali mi wytłumaczyć wynikło, że imię to posiadała legendarna starożytna wojowniczka z Grecji, a że moi starsi są na maksa zakochani w Grecji, zresztą to totalni świrzy podróżowi  postanowili nadać mi to imię. Tak więc zostałam Arianną chociaż oprócz nauczycieli i oczywiście rodziców nikt tak mnie nie nazywa. Zazwyczaj jestem Arią lub Aną co o wiele bardziej mi się podoba. Skoro już wyjaśniłam tajemnice swojego imienia przystąpię do następnych faktów mojego życia. Mam 17 lat i uczęszczam do podobno najlepszego liceum w Hansavillii, gdzie aktualnie zamieszkuje. Nie próbujcie teraz otwierać atlasów albo szperać w necie i odnaleźć to miejsce, muszę was rozczarować...jego nawet nie ma na mapie, a tym bardziej w internecie. Hansavilla to małe miasteczko które mieści się głęboko na północy Boliwii, ma zaledwie kilkaset mieszkańców, więc nic dziwnego, że nikt o nim nie mówi.
Mieszkam tam od urodzenia, zawsze zastanawiam się czemu rodzice nigdy nie pomyśleli o wyprowadzce, aż się dziwie, że zdołali znaleźć pracę w takiej dziurze. Moim marzeniem od zawsze było skończyć liceum i wyjechać do jakieś najlepszego Collegu i zacząć na reszcie lepsze życie.
Niestety musiałam jeszcze poczekać 2 lata aż w końcu mi się to uda. Mieszkałam w dość dużym kremowym domu które znajdowało się na jednej z lepszej ulic Brandwell. Otaczali nas adwokaci, dziennikarze, reżyserzy, same najlepsze szychy, które udało się zgarnąć z całej Hansavilii. Nie mówię wam tego żeby się pochwalić, otóż moja rodzina znalazła się w tym wybornym sąsiedztwie całkiem przez przypadek. Mój wujek Williams Mackgrey jest kierownikiem jednej z największych firm w budowlanych w całej Boliwii i postanowił po kilkunastu latach nienawiści miedzy nim a moim ojcem postawić nam taki dom w ramach rekompensaty. Oczywiście ojciec z początku się dąsał i zarzucał wujkowi Williamsowi, że zrobił to by go upokorzyć. Ale w końcu po wielu wykładach mojej matki również postanowił zakopać topór wojenny i wkrótce potem pokochał ten dom tak samo jak ja i mama. Najgorsze w tym wszystkim były spojrzenia bogatych dzieciaków które mówiły "biedaczka która panoszy się po bogatej dzielnicy bo jej bogaty wujek zafundował dom". Starałam się nie przejmować nimi i zawsze dumnie szłam przed siebie z podniesioną głową. W końcu mieszkanie w takiej dzielnicy zobowiązywało do wysokich manier. Jak każdy musiałam mieć swojego wroga była to Missy Hanston która uchodziła za największą gwiazdę Liceum  do którego uczęszczałam. Zawsze musiała przechadzać się po szkolnych korytarzach ze swoją elitą pustych lasek. Missy w liceum miała same przywileje, ponieważ jej starszy był znajomym dyrektora i to bardzo dobrym. Sam zajmował najwyższą pozycje, był ministrem edukacji. Na samą tą nazwę robi mi się grymas na twarzy. Natomiast matka Missy pracowała w urzędzie skarbu. Też mi coś...
Moja znienawidzona "koleżanka", jeśli można to tak ująć zawsze dogryzała mi z powodu moich rodziców. Ojciec - pracownik sklepu obuwniczego i Matka - kasjerka w miejscowym markecie.
Nie każdy mógł mieć tak wysoko ustawionych starych jak ona. Nie zazdrościłam jej. Wolałam ubogie życie i bycie zwykła nastolatką niż spać na kasie i być tak nadęta jak ona.
Każda konfrontacja z tą zołzą wprawiała mnie o mdłości. Na szczęście, nie byłam sama miałam wspaniałe przyjaciółki : Emily, Rose, Cassie i Moly. Każda z nich była wyjątkową osobowością.
Emily - rozsądna, mądra, obrończyni dobra. Stawia dobro ponad wszystko. Ważna jest dla niej sprawiedliwość i moralność. Zawsze myślałam, że w przyszłości zostanie prawniczką. Ma piękne długie brązowe włosy które sięgają jej prawie do pasa, jej piękne zielone oczy zawsze były pełne dojrzałego spojrzenia. Usta wąskie dość rzadko pojawiające się w pełnym uśmiechu. Zazdroszczę jej sylwetki, ma lepszą niż nie która modelka. Emily zazwyczaj ubiera się dość poważnie. Zawsze praktycznie widzę ją w spódnicy, rzadko w spodniach. No chyba, że było jest okropny mróz. Lubie ją za jej dorosłe podejście do życia. W niej zawsze mogę odnaleźć odpowiedź na wszystko.
Rose - niziutka śmieszka. Jej blond loczki pokrywają całą jej głowę i śmiesznie podskakują, kiedy idzie radosnym krokiem. Ma piękne niebieskie oczy które promienieją entuzjazmem. Każdego dnia chodzi uśmiechnięta i pełna energii. Nawet nie wiem czy kiedy kolwiek widziałam ją płaczącą. Chyba, że ze szczęścia. Umie rozbawić nas do łez, nawet Emily która próbowała mało się śmiać. Jest duszą towarzystwa i świetną kumpelą. Cenie jej szczerość i podejście do życia.
Cassie - to imię dla nauczycieli jest jak groza < śmiech > . Cassie lubi dać w kość i lubi na wbić się w czyjąś pamięć na stałe. Taka nasza łobuziara, awanturnica. Z natury jest bardzo nerwowa i impulsywna. Nie warto wchodzić jej w drogę bo może bardzo zaleźć za skórę dlatego Missy nigdy mi nie dogryza w jej towarzystwie, a ja mam święty spokój. Oprócz tego, że jest nerwuską jest kompletną wariatką dlatego tak świetnie się z nią rozumiem. W sprawach sercowych jest niezawodna dlatego zawsze mogę na nią liczyć. Cassie jest mojego wzrostu, ma przepiękne rude loki oraz niesamowicie piękne piwne oczy. Jej śliczna uroda przyciąga gromady chłopców, lecz po pewnym czasie rezygnują dostając od niej mocnego kopa.
No i ostatnia nasza Molly - dusza artystki która przepięknie śpiewa. Jej głos wprawia wszystkich w zachwyt oraz gęsią skórkę. Nie raz miałam zaszczyt uczestniczyć w koncercie Molly. Nie raz zachęcała mnie żebym sama spróbowała kiedy poznała mój sekret ( Pewnego razu, na wyjeździe szkolnym podsłuchała jak śpiewam pod prysznicem) nigdy nie byłam do końca przekonana dlatego nigdy nie spróbowałam. Molly lubi się uśmiechać i tryskać radością, ale za to jest bardzo wrażliwa, kiedy tylko na horyzoncie pojawiają się kłopoty, Molly pogrąża się w smutku, prawie tak samo jak ja. Ma piękne czarne włosy które opadają jej na ramiona, szare tajemnicze oczy i cudowne ponętne usta. Jako jedyna z naszej piątki ma chłopaka o imieniu Roey, którego poznała w kapeli w której śpiewa, Roey gra na gitarze, jest trochę romantykiem, a trochę szkolnym łobuzem. Czasem zastanawiam się jak te dwie osobowości można połączyć, ale Molly najwyraźniej to imponowało.
Tak więc poznaliście mnie i kawałek mojego życia. Nadchodzący dzień zapowiadał się bardzo podobnie jak ostatnie dni które wiodłam. Kiedy już wypełniłam wszystkie higieniczne czynności, ubrałam się w czarny top który podkreślał mój biust ( co uwielbiam) oraz dżinsowe spodenki do kolan ( pogoda była bardzo słoneczna, jak dość często w Hansaville w połowie maja ) , moje czarne tenisówki, zjadłam śniadanie i pospiesznie przeczesałam moje jasno brązowe loki do ramion wtem wyszłam z domu zarzucając torbę na ramię. Po chwili przyłączyła się do mnie Molly.
- Hej Kochana - ucałowała mnie w policzek.
- Hej Molly  - uśmiechnęłam się serdecznie do przyjaciółki.
- To jak gotowa na nużący dzień w szkole ? - spytała kopiąc kamień na drodze.
- Daj spokój, czasem mam wrażenie, że jestem skazana na tą szkołę do końca swojego życia - wywróciłam oczami, kiedy ta wizja nie bardzo mi odpowiadała.
- Pamiętaj Aria, że jeszcze 2 lata i wynosimy się z tąd najlepiej do Nowego Yorku, do najlepszego Collegu ! - pocieszyła mnie Molly klepiąc mnie w prawe w ramie.
- Właśnie 2 LATA - podkreśliłam stanowczo jej słowa.
- Oj daj spokój Colins Ty zawsze widzisz same negatywy, głowa do góry. Za nim się obejrzysz to będziesz zabawiać się w Nowym Jorku - pstryknęła znacząco palcami.
- Chciałabym w to wierzyć tak mocno jak Ty. - spojrzałam z nadzieją na przyjaciółkę.
Tymczasem znalazłyśmy się pod murami naszego liceum. Na samą myśl, że znów wpadnę na tą zołzę zalewała mnie fala gniewu, ale wiedziałam, że nie dam wygrać tej małpie, nie ma mowy.
Weszłam pewnym krokiem wraz z moją przyjaciółką. Na korytarzu przy szkolnych szafkach czekały na nas Emily, Cassie i Rose.
- Cześć dziewczyny - przywitałam się z każdą z osobna buziakiem w policzek.
- Widziałyście tego nowego ?! - krzyknęła z ogromnym zafascynowaniem Rose, a jej oczy zrobiły się jeszcze większe i miałam wrażenie, że ich błękit zaraz mnie wchłonie.
- Jakiego nowego ? - zapytałam z ukrywaną ciekawością. Do naszej szkoły co tydzień przybywał nowy uczeń więc to nie było coś nowego tyle, że do tej pory nikt tak tym się nie przejmował.
To musiał być wyjątkowy uczeń skoro oczy Rose rozbłysły mówiąc o tym.
- Dave Franklin - powiedziała ściskając dłonie na klatce piersiowej.
- Hmm...co tydzień mamy nowego ucznia więc co w tym dziwnego ? - zapytała Cassie znudzonym, obojętnym głosem.
- Żałuj, że go nie widziałaś ! Wysoki, o pięknej blond czuprynie, z powalającym uśmiechem. Nie wspominając o jego sportowej sylwetce. - Miałam wrażenie, że Rose powoli się ślini mówiąc o nim, dlatego Cassie natychmiast nią wstrząsnęła.
- Dziewczyno, opamiętaj się to zwykły koleś, a Ty ślinisz się jakbyś widziała ogromną mufinkę za szybką cukierniczego. - Cassie rzuciła podniosłym tonem.
- Cassie ma racje, to zwykły koleś, zresztą w tej szkole prawie co drugi tak wygląda, nic nadzwyczajnego. - rzuciłam bez namiętnie wzruszając ramionami.
- A Ty Emily co sądzisz ? - zapytała Rose i wszystkie wlepiłyśmy w nią wzrok.
- Taki chłopak popsuł by moją reputację. Moi rodzice uważają, że powinnam gustować w chłopcach o wyższych celach, którzy są inteligentni i sprawni umysłowo, a nie fizycznie - powiedziała dyplomatycznie, a nas zatkało przez moment patrząc na nią nie dowierzanie.
- Dobra dziewczyny, lepiej chodzimy na matmę zanim Pan Manam nie dotarł jeszcze do klasy. - zabrała głos Molly.
- Wy idźcie, ja jeszcze muszę oddać książki do biblioteki które zostawiłam w szafce. - oznajmiłam.
- Tylko się nie spóźnij bo Pan Manam urządzi Ci piekło - powiedziała Cassie i zaczęła go przedrzeźniać na co wszystkie się zaśmiałyśmy i dziewczyny ruszyły, przez chwile słyszałam jeszcze ich rozmowy w głębi korytarza. Otworzyłam szafkę przeszukując ją dokładnie w celu natrafienia na książki które musiałam oddać. W końcu w moje ręce trafiła książka " Ameryka od A do Z " i " Historia Ameryki ", które wypożyczyłam w celu przygotowania się do sprawdzianu z historii który Pan Berman zapowiedział 2 dni przed majówką. Wzięłam książki pod pachę i gdy zatrzęsłam drzwiczki za nimi pojawił się wysoki blondyn z szerokim uśmiechem który zdradzał jego nienaganne uzębienie. Wystraszyłam się odskakując do tyłu.
- Wystraszyłeś mnie... - powiedziałam z zarzutem.
- Przepraszam, nie miałem takiego zamiaru. - uśmiechnął się życzliwie.
- Nie powinieneś być pod którąś salą lekcyjną czy coś ? - rzuciłam obojętnie.
- Kto by się tam przejmował lekcjami. - machnął ręką. Też bym chciała mieć takie podejście, lecz moje ambicje mi na to nie pozwalały.
- A więc ? Zgubiłeś się ? czegoś szukasz ? - utkwiłam w niego pytające spojrzenie.
- Tak właściwie nie, ale ujrzałem Cię z końca korytarza i pomyślałem, że fajnie pierwszego dnia już kogoś poznać i nie czuć się tak nieswojo. - uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Ahhh...to Ty jesteś ten nowy ? - walnęłam się w głowę wolną ręką.
- A już ktoś o mnie mówił ? - zapytał zdziwiony.
- Tak, moją przyjaciółka nabłąkała. Ale u nas w liceum to normalne, co tydzień mamy tu nowych uczniów. - wzruszyłam ramionami.
- Dave Franklin. - wyciągnął do mnie swoją męską, wielką dłoń.
- Arianna Colins - uścisnęłam jego dłoń i zmusiłam się do uśmiechu.
- Może Ci pomóc ? - spojrzał na książki które przyciskałam do swojej piersi. Może obie były dość obszernymi księgami, ale chyba nie jestem na tyle słaba żeby sobie z nimi nie poradzić.
- To Tylko dwie książki więc myślę, że dam radę. Chyba nie sądzisz, że jestem tak słaba ? - spojrzałam na niego unosząc lekko jedną brew.
- Nie, skąd. Po prostu moje wysokie maniery nie pozwalałyby żebym nie zadał tego pytania. - spojrzał na mnie zielonymi oczami.
- Ah tak...dżentelmen. - zaakcentowałam z uśmiechem widząc jak się rumieni.
- Mógłbym Ci towarzyszyć ? - zaproponował.
- Skoro chcesz. - uśmiechnęłam się lekko i ruszyliśmy w stronę biblioteki. Po drodze usłyszałam dźwięk dzwonka i już wiedziałam, że mam przechlapane.
- Cholera.. - syknęłam
- Co jest ? - zapytał Dave.
- Spóźniłam się na matmę, a nasz Pan Manam bardzo tego nie lubi i przez całą godzinę maltretuje spóźnialski przy tablicy. A ja nienawidzę matmy i nawet jej nie rozumiem więc mogę się pogodzić z jedynką na koniec roku. - westchnęłam ciężko popychając drzwi do biblioteki które Dave mi podtrzymał.
- Masz problem z matma ? - zapytał kiedy doszliśmy do lady a ja wręczyłam bibliotekarce książki.
- A co ? bawi Cię to ? nie moja wina, że zostałam przeznaczona do innych celów niż do umiejętności matematycznych. - powiedziałam nie co oburzona.
- Nie, nie bawi, coś Ty. Pytam bo mi świetnie idzie z matmy i mógłbym Ci pomóc jeśli byś chciała. - uśmiechnął się przyjacielsko.
- Serio ? - zapytałam zdziwiona. Nikt tutaj nie proponował pomocy w lekcjach, bo sam każdy chciał być lepszy od drugiego...tzw wyścig szczurów.
- Tak serio, nie ma problemu. - puścił mi oczko.
Jak na takiego przystojniaka był całkiem ogarnięty i dość sympatyczny, powoli zaczynałam go lubić, ale jeszcze musiałam go dobrze poznać żeby to stwierdzić.
- To kiedy możemy zacząć ? - zapytałam, kiedy wyszliśmy z biblioteki.
- Od zaraz. - powiedział entuzjastycznie.
- To może na przerwie na stołówce ? - zaproponowałam.
- Jasne.
- To do zobaczenia - rzuciłam mu szczery uśmiech i pognałam biegiem na lekcje wiedząc, że czekają mnie okropne męki i zrzędzenie profesora.


___________________________________________________________________

Mam nadzieję, że wam się podoba :)
Liczę na wasze komentarze i opinie :*


piątek, 15 maja 2015

1. Wstęp

Witajcie na blogu : Arianna Eyes ! :)

Chciałabym na samym początku napisać parę słów wprowadzenia.

Jak sam tytuł mówi, blog będzie przedstawiać życie oczami głównej bohaterki o 
imieniu Arianna. Arianna w swoim życiu będzie przeżywać różne ciekawe przygody.
Nie wykluczone, że na swojej drodze będzie spotykać nadprzyrodzone istoty.
Na pewno pojawią się również wątki miłosne. Jeśli macie jakieś sugestie co do postaci lub jej
historii to śmiało piszcie w komentarzach pod postem. Każdą sugestie przemyśle i na pewno wezmę pod uwagę. Chciałabym żeby historia Arianny was zaciekawiła, żebyście mogli być jej uczestnikami.
Mam nadzieję, że w krótce znajdę swoich wiernych czytelników. Gorąco zapraszam was do odwiedzania mojego bloga i śledzenia wpisów.


Kolejny wpis już niebawem ! :)

Rebel :*