poniedziałek, 18 maja 2015

2. Kawałek Mojego życia.

Pewnie na początku uznacie, że moje historia jest banalna i nudna, ale uwierzcie każda niesamowita historia się tak zapowiada. Wiem to bo przeczytałam mnóstwo książek i powiem wam, że KAŻDA zaczynała się prawie tak samo, ale za to różnie się kończyła, tak, że nie domyśliłabym się w życiu takiego zakończenia. Dość o tym. Pozwólcie, że nieco przedstawię wam moja osobę. Nazywam się Arianna Colins, nie przez przypadek w moim imieniu pojawiły się dwa "n" które pewnie dla was są błędem ortograficznym, otóż z tego co moi rodzice próbowali mi wytłumaczyć wynikło, że imię to posiadała legendarna starożytna wojowniczka z Grecji, a że moi starsi są na maksa zakochani w Grecji, zresztą to totalni świrzy podróżowi  postanowili nadać mi to imię. Tak więc zostałam Arianną chociaż oprócz nauczycieli i oczywiście rodziców nikt tak mnie nie nazywa. Zazwyczaj jestem Arią lub Aną co o wiele bardziej mi się podoba. Skoro już wyjaśniłam tajemnice swojego imienia przystąpię do następnych faktów mojego życia. Mam 17 lat i uczęszczam do podobno najlepszego liceum w Hansavillii, gdzie aktualnie zamieszkuje. Nie próbujcie teraz otwierać atlasów albo szperać w necie i odnaleźć to miejsce, muszę was rozczarować...jego nawet nie ma na mapie, a tym bardziej w internecie. Hansavilla to małe miasteczko które mieści się głęboko na północy Boliwii, ma zaledwie kilkaset mieszkańców, więc nic dziwnego, że nikt o nim nie mówi.
Mieszkam tam od urodzenia, zawsze zastanawiam się czemu rodzice nigdy nie pomyśleli o wyprowadzce, aż się dziwie, że zdołali znaleźć pracę w takiej dziurze. Moim marzeniem od zawsze było skończyć liceum i wyjechać do jakieś najlepszego Collegu i zacząć na reszcie lepsze życie.
Niestety musiałam jeszcze poczekać 2 lata aż w końcu mi się to uda. Mieszkałam w dość dużym kremowym domu które znajdowało się na jednej z lepszej ulic Brandwell. Otaczali nas adwokaci, dziennikarze, reżyserzy, same najlepsze szychy, które udało się zgarnąć z całej Hansavilii. Nie mówię wam tego żeby się pochwalić, otóż moja rodzina znalazła się w tym wybornym sąsiedztwie całkiem przez przypadek. Mój wujek Williams Mackgrey jest kierownikiem jednej z największych firm w budowlanych w całej Boliwii i postanowił po kilkunastu latach nienawiści miedzy nim a moim ojcem postawić nam taki dom w ramach rekompensaty. Oczywiście ojciec z początku się dąsał i zarzucał wujkowi Williamsowi, że zrobił to by go upokorzyć. Ale w końcu po wielu wykładach mojej matki również postanowił zakopać topór wojenny i wkrótce potem pokochał ten dom tak samo jak ja i mama. Najgorsze w tym wszystkim były spojrzenia bogatych dzieciaków które mówiły "biedaczka która panoszy się po bogatej dzielnicy bo jej bogaty wujek zafundował dom". Starałam się nie przejmować nimi i zawsze dumnie szłam przed siebie z podniesioną głową. W końcu mieszkanie w takiej dzielnicy zobowiązywało do wysokich manier. Jak każdy musiałam mieć swojego wroga była to Missy Hanston która uchodziła za największą gwiazdę Liceum  do którego uczęszczałam. Zawsze musiała przechadzać się po szkolnych korytarzach ze swoją elitą pustych lasek. Missy w liceum miała same przywileje, ponieważ jej starszy był znajomym dyrektora i to bardzo dobrym. Sam zajmował najwyższą pozycje, był ministrem edukacji. Na samą tą nazwę robi mi się grymas na twarzy. Natomiast matka Missy pracowała w urzędzie skarbu. Też mi coś...
Moja znienawidzona "koleżanka", jeśli można to tak ująć zawsze dogryzała mi z powodu moich rodziców. Ojciec - pracownik sklepu obuwniczego i Matka - kasjerka w miejscowym markecie.
Nie każdy mógł mieć tak wysoko ustawionych starych jak ona. Nie zazdrościłam jej. Wolałam ubogie życie i bycie zwykła nastolatką niż spać na kasie i być tak nadęta jak ona.
Każda konfrontacja z tą zołzą wprawiała mnie o mdłości. Na szczęście, nie byłam sama miałam wspaniałe przyjaciółki : Emily, Rose, Cassie i Moly. Każda z nich była wyjątkową osobowością.
Emily - rozsądna, mądra, obrończyni dobra. Stawia dobro ponad wszystko. Ważna jest dla niej sprawiedliwość i moralność. Zawsze myślałam, że w przyszłości zostanie prawniczką. Ma piękne długie brązowe włosy które sięgają jej prawie do pasa, jej piękne zielone oczy zawsze były pełne dojrzałego spojrzenia. Usta wąskie dość rzadko pojawiające się w pełnym uśmiechu. Zazdroszczę jej sylwetki, ma lepszą niż nie która modelka. Emily zazwyczaj ubiera się dość poważnie. Zawsze praktycznie widzę ją w spódnicy, rzadko w spodniach. No chyba, że było jest okropny mróz. Lubie ją za jej dorosłe podejście do życia. W niej zawsze mogę odnaleźć odpowiedź na wszystko.
Rose - niziutka śmieszka. Jej blond loczki pokrywają całą jej głowę i śmiesznie podskakują, kiedy idzie radosnym krokiem. Ma piękne niebieskie oczy które promienieją entuzjazmem. Każdego dnia chodzi uśmiechnięta i pełna energii. Nawet nie wiem czy kiedy kolwiek widziałam ją płaczącą. Chyba, że ze szczęścia. Umie rozbawić nas do łez, nawet Emily która próbowała mało się śmiać. Jest duszą towarzystwa i świetną kumpelą. Cenie jej szczerość i podejście do życia.
Cassie - to imię dla nauczycieli jest jak groza < śmiech > . Cassie lubi dać w kość i lubi na wbić się w czyjąś pamięć na stałe. Taka nasza łobuziara, awanturnica. Z natury jest bardzo nerwowa i impulsywna. Nie warto wchodzić jej w drogę bo może bardzo zaleźć za skórę dlatego Missy nigdy mi nie dogryza w jej towarzystwie, a ja mam święty spokój. Oprócz tego, że jest nerwuską jest kompletną wariatką dlatego tak świetnie się z nią rozumiem. W sprawach sercowych jest niezawodna dlatego zawsze mogę na nią liczyć. Cassie jest mojego wzrostu, ma przepiękne rude loki oraz niesamowicie piękne piwne oczy. Jej śliczna uroda przyciąga gromady chłopców, lecz po pewnym czasie rezygnują dostając od niej mocnego kopa.
No i ostatnia nasza Molly - dusza artystki która przepięknie śpiewa. Jej głos wprawia wszystkich w zachwyt oraz gęsią skórkę. Nie raz miałam zaszczyt uczestniczyć w koncercie Molly. Nie raz zachęcała mnie żebym sama spróbowała kiedy poznała mój sekret ( Pewnego razu, na wyjeździe szkolnym podsłuchała jak śpiewam pod prysznicem) nigdy nie byłam do końca przekonana dlatego nigdy nie spróbowałam. Molly lubi się uśmiechać i tryskać radością, ale za to jest bardzo wrażliwa, kiedy tylko na horyzoncie pojawiają się kłopoty, Molly pogrąża się w smutku, prawie tak samo jak ja. Ma piękne czarne włosy które opadają jej na ramiona, szare tajemnicze oczy i cudowne ponętne usta. Jako jedyna z naszej piątki ma chłopaka o imieniu Roey, którego poznała w kapeli w której śpiewa, Roey gra na gitarze, jest trochę romantykiem, a trochę szkolnym łobuzem. Czasem zastanawiam się jak te dwie osobowości można połączyć, ale Molly najwyraźniej to imponowało.
Tak więc poznaliście mnie i kawałek mojego życia. Nadchodzący dzień zapowiadał się bardzo podobnie jak ostatnie dni które wiodłam. Kiedy już wypełniłam wszystkie higieniczne czynności, ubrałam się w czarny top który podkreślał mój biust ( co uwielbiam) oraz dżinsowe spodenki do kolan ( pogoda była bardzo słoneczna, jak dość często w Hansaville w połowie maja ) , moje czarne tenisówki, zjadłam śniadanie i pospiesznie przeczesałam moje jasno brązowe loki do ramion wtem wyszłam z domu zarzucając torbę na ramię. Po chwili przyłączyła się do mnie Molly.
- Hej Kochana - ucałowała mnie w policzek.
- Hej Molly  - uśmiechnęłam się serdecznie do przyjaciółki.
- To jak gotowa na nużący dzień w szkole ? - spytała kopiąc kamień na drodze.
- Daj spokój, czasem mam wrażenie, że jestem skazana na tą szkołę do końca swojego życia - wywróciłam oczami, kiedy ta wizja nie bardzo mi odpowiadała.
- Pamiętaj Aria, że jeszcze 2 lata i wynosimy się z tąd najlepiej do Nowego Yorku, do najlepszego Collegu ! - pocieszyła mnie Molly klepiąc mnie w prawe w ramie.
- Właśnie 2 LATA - podkreśliłam stanowczo jej słowa.
- Oj daj spokój Colins Ty zawsze widzisz same negatywy, głowa do góry. Za nim się obejrzysz to będziesz zabawiać się w Nowym Jorku - pstryknęła znacząco palcami.
- Chciałabym w to wierzyć tak mocno jak Ty. - spojrzałam z nadzieją na przyjaciółkę.
Tymczasem znalazłyśmy się pod murami naszego liceum. Na samą myśl, że znów wpadnę na tą zołzę zalewała mnie fala gniewu, ale wiedziałam, że nie dam wygrać tej małpie, nie ma mowy.
Weszłam pewnym krokiem wraz z moją przyjaciółką. Na korytarzu przy szkolnych szafkach czekały na nas Emily, Cassie i Rose.
- Cześć dziewczyny - przywitałam się z każdą z osobna buziakiem w policzek.
- Widziałyście tego nowego ?! - krzyknęła z ogromnym zafascynowaniem Rose, a jej oczy zrobiły się jeszcze większe i miałam wrażenie, że ich błękit zaraz mnie wchłonie.
- Jakiego nowego ? - zapytałam z ukrywaną ciekawością. Do naszej szkoły co tydzień przybywał nowy uczeń więc to nie było coś nowego tyle, że do tej pory nikt tak tym się nie przejmował.
To musiał być wyjątkowy uczeń skoro oczy Rose rozbłysły mówiąc o tym.
- Dave Franklin - powiedziała ściskając dłonie na klatce piersiowej.
- Hmm...co tydzień mamy nowego ucznia więc co w tym dziwnego ? - zapytała Cassie znudzonym, obojętnym głosem.
- Żałuj, że go nie widziałaś ! Wysoki, o pięknej blond czuprynie, z powalającym uśmiechem. Nie wspominając o jego sportowej sylwetce. - Miałam wrażenie, że Rose powoli się ślini mówiąc o nim, dlatego Cassie natychmiast nią wstrząsnęła.
- Dziewczyno, opamiętaj się to zwykły koleś, a Ty ślinisz się jakbyś widziała ogromną mufinkę za szybką cukierniczego. - Cassie rzuciła podniosłym tonem.
- Cassie ma racje, to zwykły koleś, zresztą w tej szkole prawie co drugi tak wygląda, nic nadzwyczajnego. - rzuciłam bez namiętnie wzruszając ramionami.
- A Ty Emily co sądzisz ? - zapytała Rose i wszystkie wlepiłyśmy w nią wzrok.
- Taki chłopak popsuł by moją reputację. Moi rodzice uważają, że powinnam gustować w chłopcach o wyższych celach, którzy są inteligentni i sprawni umysłowo, a nie fizycznie - powiedziała dyplomatycznie, a nas zatkało przez moment patrząc na nią nie dowierzanie.
- Dobra dziewczyny, lepiej chodzimy na matmę zanim Pan Manam nie dotarł jeszcze do klasy. - zabrała głos Molly.
- Wy idźcie, ja jeszcze muszę oddać książki do biblioteki które zostawiłam w szafce. - oznajmiłam.
- Tylko się nie spóźnij bo Pan Manam urządzi Ci piekło - powiedziała Cassie i zaczęła go przedrzeźniać na co wszystkie się zaśmiałyśmy i dziewczyny ruszyły, przez chwile słyszałam jeszcze ich rozmowy w głębi korytarza. Otworzyłam szafkę przeszukując ją dokładnie w celu natrafienia na książki które musiałam oddać. W końcu w moje ręce trafiła książka " Ameryka od A do Z " i " Historia Ameryki ", które wypożyczyłam w celu przygotowania się do sprawdzianu z historii który Pan Berman zapowiedział 2 dni przed majówką. Wzięłam książki pod pachę i gdy zatrzęsłam drzwiczki za nimi pojawił się wysoki blondyn z szerokim uśmiechem który zdradzał jego nienaganne uzębienie. Wystraszyłam się odskakując do tyłu.
- Wystraszyłeś mnie... - powiedziałam z zarzutem.
- Przepraszam, nie miałem takiego zamiaru. - uśmiechnął się życzliwie.
- Nie powinieneś być pod którąś salą lekcyjną czy coś ? - rzuciłam obojętnie.
- Kto by się tam przejmował lekcjami. - machnął ręką. Też bym chciała mieć takie podejście, lecz moje ambicje mi na to nie pozwalały.
- A więc ? Zgubiłeś się ? czegoś szukasz ? - utkwiłam w niego pytające spojrzenie.
- Tak właściwie nie, ale ujrzałem Cię z końca korytarza i pomyślałem, że fajnie pierwszego dnia już kogoś poznać i nie czuć się tak nieswojo. - uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Ahhh...to Ty jesteś ten nowy ? - walnęłam się w głowę wolną ręką.
- A już ktoś o mnie mówił ? - zapytał zdziwiony.
- Tak, moją przyjaciółka nabłąkała. Ale u nas w liceum to normalne, co tydzień mamy tu nowych uczniów. - wzruszyłam ramionami.
- Dave Franklin. - wyciągnął do mnie swoją męską, wielką dłoń.
- Arianna Colins - uścisnęłam jego dłoń i zmusiłam się do uśmiechu.
- Może Ci pomóc ? - spojrzał na książki które przyciskałam do swojej piersi. Może obie były dość obszernymi księgami, ale chyba nie jestem na tyle słaba żeby sobie z nimi nie poradzić.
- To Tylko dwie książki więc myślę, że dam radę. Chyba nie sądzisz, że jestem tak słaba ? - spojrzałam na niego unosząc lekko jedną brew.
- Nie, skąd. Po prostu moje wysokie maniery nie pozwalałyby żebym nie zadał tego pytania. - spojrzał na mnie zielonymi oczami.
- Ah tak...dżentelmen. - zaakcentowałam z uśmiechem widząc jak się rumieni.
- Mógłbym Ci towarzyszyć ? - zaproponował.
- Skoro chcesz. - uśmiechnęłam się lekko i ruszyliśmy w stronę biblioteki. Po drodze usłyszałam dźwięk dzwonka i już wiedziałam, że mam przechlapane.
- Cholera.. - syknęłam
- Co jest ? - zapytał Dave.
- Spóźniłam się na matmę, a nasz Pan Manam bardzo tego nie lubi i przez całą godzinę maltretuje spóźnialski przy tablicy. A ja nienawidzę matmy i nawet jej nie rozumiem więc mogę się pogodzić z jedynką na koniec roku. - westchnęłam ciężko popychając drzwi do biblioteki które Dave mi podtrzymał.
- Masz problem z matma ? - zapytał kiedy doszliśmy do lady a ja wręczyłam bibliotekarce książki.
- A co ? bawi Cię to ? nie moja wina, że zostałam przeznaczona do innych celów niż do umiejętności matematycznych. - powiedziałam nie co oburzona.
- Nie, nie bawi, coś Ty. Pytam bo mi świetnie idzie z matmy i mógłbym Ci pomóc jeśli byś chciała. - uśmiechnął się przyjacielsko.
- Serio ? - zapytałam zdziwiona. Nikt tutaj nie proponował pomocy w lekcjach, bo sam każdy chciał być lepszy od drugiego...tzw wyścig szczurów.
- Tak serio, nie ma problemu. - puścił mi oczko.
Jak na takiego przystojniaka był całkiem ogarnięty i dość sympatyczny, powoli zaczynałam go lubić, ale jeszcze musiałam go dobrze poznać żeby to stwierdzić.
- To kiedy możemy zacząć ? - zapytałam, kiedy wyszliśmy z biblioteki.
- Od zaraz. - powiedział entuzjastycznie.
- To może na przerwie na stołówce ? - zaproponowałam.
- Jasne.
- To do zobaczenia - rzuciłam mu szczery uśmiech i pognałam biegiem na lekcje wiedząc, że czekają mnie okropne męki i zrzędzenie profesora.


___________________________________________________________________

Mam nadzieję, że wam się podoba :)
Liczę na wasze komentarze i opinie :*


2 komentarze:

  1. super rozdział :* nie moge doczekac sie nastepnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie się zapowiada :D jestem ciekawa co będzie dalej, a to bardzo dobrze, że wzbudzasz takie zainteresowanie.

    Ktoż zrobił Ci taki piękny nagłówek? Idealny *,*

    Zapraszam na prolog - proszę o komentarze :) http://endless-feelings-and-dreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń